Pasłęk udowadnia, że potrzebuje sołtysa, nie burmistrza, czyli powyborcze podsumowanie czas zacząć

Krzysztof Kopański. Opublikowano w Samorząd Miejski | 3261 odsłon.

korupcja wyborcza.jpgMija prawie miesiąc od 16 listopada, kiedy to wybieraliśmy spośród naszej społeczności reprezentantów na radnych do Rady Miejskiej w Pasłęku, Rady Powiatu w Elblągu oraz radnych Sejmiku  Województwa Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Oprócz tego główną „konkurencją wyborczą” był wyścig o stanowisko Burmistrza Pasłęka.

Od blisko czterech tygodni wiemy komu przypadły funkcje i stanowiska w nowych strukturach samorządowych. Pora więc na podsumowania i wyciąganie wniosków na przyszłość.

Kampania wyborcza, jak zwykle w Pasłęku była niemerytoryczna. Burmistrz Śniecikowski uciekał skutecznie od publicznej debaty nad problematyką naszego miasta i gminy.  Nie odważył się „zetrzeć” w kontrkandydatami w publicznej debacie, jak to miało miejsce w demokratycznych miastach, czy gminach. Wolał biegać po wsiach, czy prowadzić spotkania w wiejskich świetlicach wykorzystując swoją uprzywilejowaną pozycję jako urzędującego burmistrza. Padały kolejne obietnice wnoszenia wiat biesiadnych i placów zabaw. Nikt nie zadawał „trudnych” pytań o rosnące zadłużenie, o zaległe wielomilionowe podatki,  finansowe przekręty w spółce podległej burmistrzowi,  nietrafione wielomilionowe inwestycje, nepotyzm w zatrudnianiu pracowników na stanowiska urzędnicze, czy w końcu o rosnące bezrobocie.  Bo po co? Jest  dobrze? Po prostu high life !

Chcecie igrzysk? Macie. Będą wiaty, będzie kiełbasa, będzie zespół, będzie zabawa i będzie się działo.  Chcecie chleba? Macie MOPS. Dam zasiłek, prace interwencyjne. A roboty trzeba sobie szukać. Jest kryzys.

Takie przesłanie płynie z kampanii wyborczej naszego burmistrza.

A co z moją kampanią. Była skromna, merytoryczna. Pokazująca prawdziwy obraz tego, co złego dzieje się w naszym samorządzie. Wiele ludzi gratulowało mi odwagi mówienia prosto z mostu o nieprawidłowościach. Równie wielu moja postawa drażniła, że jestem aż tak krytyczny i nie potrafię dostrzec niczego pozytywnego w działaniu mojego konkurenta. Absolutnie miałem i mam tego świadomość, że prawda boli, czasem paraliżuje tak dalece, że nie sposób jest racjonalnie myśleć. Od wielu lat taką postawę obserwuję  nie tylko wśród rządzących, ale i urzędników „okopujących się”  na swych stanowiskach, którzy jako głównego obrońcę od dziesięcioleci mają swojego pryncypała i jest im z tym dobrze, bo nic od nich nie wymaga. I choć są bierni, to  muszą być wierni.

W Pasłęku panuje swego rodzaju samorządowy feudalizm, który wiąże całe klany rodzinne z panującą nam miłościwie władzą. To głównie urzędnicy, większość nauczycieli, pracownicy spółek miejskich, przedsiębiorcy pracujący na rzecz miasta i gminy, członkowie stowarzyszeń, których dotuje się z budżetu gminy, sołtysi oraz niektórzy obywatele, którzy są uznawani za opiniotwórczych. Burmistrz przez cztery lata wręcza nagrody, medale budując w prymitywny, acz przemyślany sposób swój elektorat. Pojawia się pytanie; czy w takich warunkach można z tym walczyć? Odpowiedź jest jedna. Nie tylko można, ale trzeba. Władza nie jest dana na zawsze. Społeczeństwo się zmienia. Nie każdy daje się „korumpować” władzy. Trzeba nie ustawać w wysiłkach, by to zmienić. Zawsze będę powtarzał, że władzę trzeba zmieniać, bo to ożywia przestrzeń publiczną.

Żal mi młodych urzędników, którzy od „starych” uczą się jedynie jak przetrwać, by się „ustawić” i mieć święty spokój. Nie ma w nich nic z autokreacji. Nie kreują nowych rozwiązań, ale są biernymi odtwórcami czyichś ułomnych, złych rozwiązań. Można powiedzieć, że są leniwi, ale oni nawet nie zdają sobie z tego sprawy.

Ów strażnik miejski, który tak ochoczo usuwał z klatek budynków mieszkalnych ulotki z moim programem wyborczym, nie zadał sobie trudu, by go uważnie przeczytać. Wówczas dowiedziałby się, że w programie napisałem …. rozważenie likwidacji straży miejskiej. A zatem tę decyzję miałbym podjąć wspólnie z naszą społecznością. Może by się okazało, że nie ma społecznego przyzwolenia na tę likwidację. Jednak gdy analizuję ile „zarabia” dla budżetu straż miejska  (5 strażników łącznie 12 tys. zł rocznie), a ile kosztuje nas podatników ta formacja (ponad 500 tys. zł), to wniosek jest jednoznaczny. Jeżeli jeszcze dodam do tego wysoką absencję chorobową, niekompetencję i nieznajomość prawa i łamanie prawa (m.in. usuwanie materiałów wyborczych) to przyznać trzeba, że skończyły mi się argumenty za. Przepraszam. Mam. Jeden wątpliwy - ściganie wędkarzy na Zakrzewku II i drugi oczywisty - pilnowanie placu zabaw przy ul. Jagiełły. To tyle  w tym temacie.   

Wracając do wątku wyborczego nie sposób nie dostrzec w tych wyborach nieprawidłowości.

Już na wstępie kampanii wyborczej zwracałem uwagę na fakt, że członek komisji terytorialnej  nie powinien jednocześnie wykonywać obowiązków urzędnika wyborczego. Moje stanowisko poparła Państwowa Komisja Wyborcza w Warszawie. Niestety burmistrz Śniecikowski  nie dokonał stosownej zmiany w obawie przed …. No właśnie, czym? Jest to niewątpliwie złamanie zasady bezstronności. Mam prawo myśleć, że tylko ten jeden jedyny urzędnik był w pełni lojalny.  Czy też chodziło o to, by wygrał kandydat na radnego  z komitetu popieranego przez tegoż urzędnika? Aby nie mnożyć domysłów  wystarczyło dokonać zamiany, co sugerowała PKW. Tak się jednak nie stało?

O usuwaniu  materiałów wyborczych już pisałem. Nasze plakaty wyborcze były szanowane i nie mogę narzekać, a pojedyncze  przypadki nie psują ogólnie dobrego zadania w tej sprawie.

Dzień głosowania miał przynieść najgorsze wieści o tzw. demokracji w pasłęckim wydaniu. Urna wyborcza w Rzecznej była prymitywnie zrobiona z kosza na śmieci owinięta taśmą klejącą, a głosy z trudem można było wrzucić, później łatwiej można było je wyciągnąć, gdy głosów przybywało. W wielu lokalach był istny zamęt i zarówno przewodniczący tych komisji, jak i mężowie zaufania nie radzili sobie z dużą ilością głosujących przybywających „falami” do lokali wyborczych. Bez problemu karty do głosowania można było wynieść i wrócić  z odpowiednio skreślonymi kandydatami na zamówienie.

W kilku miejscowościach organizowano dowozy do lokali wyborczych, ale bynajmniej nie za darmo.  Jak wieść gminna niesie głos w pakiecie radny + burmistrz miał kosztować od 20 do 40 zł. Sprawą sprawdzenia tych twierdzeń zajmują się już odpowiednie organy.  Czy mieliśmy doczynienia z korupcją wyborczą? Poczekamy na rozstrzygnięcie sprawy.

Do niewytłumaczalnych zdarzeń miało dojść też w noc wyborczą. W Szkole Podstawowej nr 2 w Pasłęku (uznawanym za tzw. mój matecznik)  oraz w Szkole Podstawowej w Zielonce Pasłęckiej, gdzie głosowały dwa okręgi wyborcze, zgasło światło. Przetrwa w dostawie energii w tej ostatniej trwała ok. 3 godzin. Zarówno ani jedna komisja, ani druga nie była przygotowana na taką ewentualność, a przecież są przygotowane specjalne przepisy, których komisje nie znały. Za latarki służyły ekrany telefonów komórkowych.

Z kolei żeby obrazowo przedstawić: jak działał system liczenia głosów w PKW dość powiedzieć, że wprowadzone do jego dane o wynikach 3 kandydatów na burmistrza w 15 okręgach, a więc 45 cyfr system „mielił” przez 6 (słownie: sześć) godzin, gdzie jego zadaniem było wyrzucenie sumy oddanych głosów na poszczególnych  kandydatów, liczby głosów nieważnych i wyniki procentowe na naszą trójkę. Pewnie każdy z nas uporałby się z z Tym zadaniem w 15 minut. Ale nie w tym przypadku. Sądzę,  że to nie wymaga pogłębionego komentarza.

Do dziś nie mam wiedzy o tym, jak układały się głosy na kandydatów na burmistrza w poszczególnych okręgach, albowiem te dane nie udostępniła mi miejska komisja wyborcza twierdząc, że wszystko posiada sam burmistrz i nie można do tego materiału sięgnąć. Mam nadzieję, że takie info uzyskam w PKW, ale przy tym ogólnokrajowym zamieszaniu, niczego nie jestem pewny.

Tak oto przedstawia się obraz wyborów samorządowych w Pasłęku. Nie jest to obraz optymistyczny, a przeciwnie obraz cwaniactwa, drobnych, czy większych nieuczciwości, czy nawet łamania prawa pod  hasłem „Bliżej ludzi”.

Czy o to chodziło? Jeżeli tak, to taka demokracja jest mi obca, budzi moje oburzenie i nigdy jej nie zaakceptuję. 

Později vy si uvědomil, že viagra a dávka je zajímavé věci viagra 25mg nejtěžší uvažovat není správné. Takže vás si myslel předtím. Jen bude muset přemýšlet o tom, kdy se dá učinit.