Konkurs na stanowisko Dyrektora Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Pasłęku to wielka fikcja?!

Krzysztof Kopański. Opublikowano w Samorząd Miejski | 57442 odsłon.

Tak, jak to z góry przewidywano, ogłoszony przez burmistrza Śniecikowskiego konkurs na stanowisko Dyrektora Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Pasłęku wydaje się być rozstrzygnięty, zanim jeszcze został ogłoszony. Tak bulwersujący wniosek wypływa z faktu, iż dalej na ten urząd bez skrupułów pcha się były dyrektor MOSiR – dziś wcześniejszy emeryt Jerzy Przedpełski, a burmistrz Śniecikowski jeszcze toruje mu drogę.

Wydawało się ujawnione zajście z chamskim zachowaniem p. Jerzego Przedpełskiego w Parku Ekologicznym, połączone ze skargą na jego zachowanie do burmistrza Śniecikowskiego i zawiadomieniem pokrzywdzonego złożone w Prokuraturze Rejonowej sprawią, że kandydatura p. Przedpełskiego na ponowne objęcie stanowiska dyrektora MOSiR zostanie utrącona, gdyż kandydat powinien mieć nieposzlakowaną opinię.

Niestety, nic bardziej mylnego. Nasz już były dyrektor MOSiR zawłaszczył sobie prawo do piastowania tej funkcji dożywotnio i po zainkasowaniu blisko 30-tysięcznej odprawy + pensja + ekwiwalent za urlop (był do końca!) zamierza dalej rządzić, czyli robić wrażenie „męża opatrznościowego" naszego pasłęckiego sportu i rekreacji.

Te ostatnie zajścia to nie incydent, ale chyba „standard" zachowania p. byłego dyrektora, którego słownictwo i zachowanie wybiega daleko poza utarte zasady prawidłowego współżycia społecznego, że o kodeksie etyki urzędnika nie wspomnę. W przeszłości do burmistrza trafiały skargi innych obywateli, ale ten je bagatelizował i usprawiedliwiał (zresztą nieudolnie, jak tę ostatnią) podległego mu dyrektora.

Za kuriozalne w procesie rekrutacji należy uznać zapisy w ogłoszeniu o nabór na kierownicze stanowisko, że zaświadczenia, świadectwa muszą być potwierdzone za zgodność z oryginałem wyłącznie przez pracownika Urzędu Miejskiego w Pasłęku. Stworzono zatem pozory „otwartego" konkursu, gdzie potencjalny kandydat (choćby najlepszy) z dalszych zakątków kraju np. spod Krakowa musiałby się tłuc, by dotrzeć do Pasłęka i potwierdzić za zgodność swoje dokumenty. To wszystko po to, by zniechęcić potencjalnych kandydatów.

Boleśnie przekonał się o tym jeden z potencjalnie dobrych kandydatów na stanowisko dyrektora p. Czesław Stando, który został zdyskwalifikowany. Dlaczego? Oto wypowiedź samego zainteresowanego.

- Panie Czesławie, czy złożone osobiście przez Pana dokumenty spełniały wymagania zawarte w ofercie?

- Oczywiście. Składając dokumenty w kancelarii urzędu pok. Nr 7 zapytałem; czy będą one weryfikowane, na co otrzymałem odpowiedź negatywną. Kazano mi zakleić kopertę, co uczyniłem w obecności sekretarki i złożyłem dokumenty w liczbie 29 stron o godz. 13.25 (16.08.2011r).  

- Kto, Pana zdaniem ponosi odpowiedzialność za odrzucenie Pańskiej oferty?

- Uważam, że pełną odpowiedzialność ponosi osoba przyjmująca dokumenty. Tego samego dnia byłem również w pokoju nr 4 (zgodnie z regulaminem konkursu) z informacją, że chcę złożyć dokumenty. Jednak nikt z pracowników nie zapytał mnie; czy dokumenty moje zostały zweryfikowane. Dodam, że w trakcie składania dokumentów posiadałem wszystkie oryginały przy sobie, a załączone do oferty świadectwa pracy zostały potwierdzone za zgodność z oryginałem przez naczelnika wydziału ZUS w Elblągu.

- W Pana opinii, dlaczego odrzucono Pana ofertę? Może był Pan w jakimś zakresie niewygodny?

- Na pewno teraz jestem niewygodny. To jest celowe działanie ze strony pracowników urzędu, by nie dopuścić do udziału w konkursie kandydata groźnego dla J. Przedpełskiego. Już wtedy usłyszałem od jednego z pracowników urzędu, że z tego będzie afera. Zresztą do czasu złożenia przeze mnie oferty była tylko jedna oferta - p. Przedpełskiego, a termin zgłoszeń upływał za 25minut. A ten trzeci kandydat to ponoć zgłosił się 5 minut przed zamknięciem i podejrzewam, że to nie jest przypadek. Robi po prostu za konkursowe„tło". Szkoda.

- A będzie ta afera?

- Po pierwsze w dniu 18 sierpnia złożyłem protest do burmistrza Śniecikowskiego i czekam na jego rozpatrzenie. Po drugie,..... może potem.

- Liczy Pan na pozytywne rozpatrzenie.

- Oczywiście.

- Jak tu sobie rozmawiamy, tak pozwoliłem sobie zapoznać się z Pana aplikacją konkursową. Ma Pan wyższe wykształcenie wojskowe. Pracował Pan długie w administracji państwowej, prowadził Pan własny biznes, zajmował Pan kierownicze samodzielne stanowiska w wielu firmach. Mamy tu nawet referencje z Irlandii. Przez blisko 5 lat był Pan prezesem klubu „Stomil Olsztyn". Organizował Pan imprezy Coca-Cola Cup, prezesował Pan Okręgowemu Związkowi Koszykówki w Elblągu. To wygląda naprawdę imponująco. Odnoszę wrażenie, że Pana oferta zaskoczyła i „oszołomiła" komisję, która nie przygotowała się na rozmowy z takim kandydatem i ofertę z przyczyn formalnych odrzuciła.

- Dziękuję, że tak pozytywnie odbiera Pan moją osobę i zgadzam się, że moja osoba może stanowić poważny „kłopot". Myślę, że całe moje życie zawodowe świadczy o tym, że wciąż poszukuję wyzwań i chciałbym je móc realizować.  

- Analizując Pana list motywacyjny nabrałem przekonania, że sport i rekreacja są Pana pasją. Widać, że chciałby Pan tchnąć nowego ducha w pasłęcki stadion. Ale zauważył Pan również to, na co zwracaliśmy uwagę my radni, że korty na stadionie są jedną wielką fuszerką.

- Jak burmistrz może urządzać turniej tenisowy na kortach prywatnych (np. Drulity) i wręczać puchary, gdy sam posiada korty. Te korty to marnotrawstwo naszych pieniędzy, za to powinny „polecieć" głowy.

- Czy ma Pan kogoś konkretnego na myśli?

- Oczywiście.

- Czy myśli Pan o zawiadomieniu prokuratury?

- Rozważam taką ewentualność.

- Ale wróćmy jeszcze do programu i rozwoju MOSiR w Pasłęku, chciałby Pan zarabiać na sporcie. Pomysł nienowy i w dodatku trudny do realizacji. Czy jest Pan zorientowany jakie przychody generuje stadion i czy zna Pan bilans MOSiR?

- Tak znam bilans MOSiR. Jako jedyny z kandydatów poprosiłem o dane. Oczywiście był z tym problem. Musiałem podpisać dokumenty, że to dla własnej informacji. Gdy wszedłem do MOSIR-u powiedziałem zwyczajowe „dzień dobry". Wszyscy mi odpowiedzieli z wyjątkiem p. Przedpełskiego, który już przebywając na emeryturze siedział przy służbowym komputerze i coś tam pisał, czy przeglądał.

- Czy Panowie się znacie? Przyjaźnicie?

- Tak, znamy się, ale nie przyjaźnimy.

- A zatem poznał Pan bilans, bo przypominam sobie ostatnią sesję budżetową, p. Przedpełski zapytany przeze mnie: czy wie, jakie ma roczne dochody ze stadionu, nie potrafił udzielić odpowiedzi. Wówczas mu podpowiedziałem, że niewiele ponad 600 zł.

- Tak, ten poziom jest żenująco niski, dlatego trzeba zrobić wszystko by go zwiększyć. Mam pewne doświadczenia i propozycje i gdybym miał szansę, to wierzę, że mógłbym osiągnąć radykalny wzrost dochodów.

- No tak, wszystko to brzmi pięknie, ale używając języka sportowego odpadł Pan w przedbiegach. I co teraz?

- Teraz czekam na odpowiedź burmistrza. Mam nadzieję, że okaże się człowiekiem odważnym i wyzwoli się spod wpływu bardzo złych doradców.

- A jeżeli stchórzy ?

- No cóż, wypije „piwo", którego sam nawarzył. Cokolwiek miałoby to znaczyć...

 Wywiad autoryzowany